wtorek, 15 stycznia 2013

Wzorki na paznokciach!

Ostatnio siedząc i malując paznokcie na zwyczajny miętowy kolor, postanowiłam nieco poeksperymentować z różnorakimi wzorkami. W ten oto sposób powstały kropeczki i trójkąty, które zgrabnie ozdabiają paznokieć i sprawiają, że mani ,mimo iż nie do końca idealny (w moim przypadku), to z pewnością staje się bardziej oryginalny :)

3 warstwy miętowego + wzorki z jednej warstwy czarnego lakieru


Do stworzenia tego mani użyłam:

- Essence colour&go w miętowym kolorze 'You belong to me' #53
- Miss Sporty z serii 'Lasting colour up to 7 days', czarny #80



Do malowania wzorków potrzebny mi był mój "kropkowacz" oraz taśma klejąca i nożyczki. Kto nie czytał moich wcześniej wpisów i nie wie co to takiego kropkowacz, to wklejam tutaj jego zdjęcie:


Lewa końcówka kropkowacza jest zakończona mini kuleczką, którą można maczać w lakierze, a następnie tworzyć nią kropeczki na płytce paznokcia. Jeśli chodzi natomiast o wzorek trójkąta, to mogę zapewnić, że nie ma nic prostszego na świecie niż go wykonać! Wystarczy wziąć dwa kawałki taśmy klejącej i nakleić na paznokciu na skos względem siebie tak, żeby powstał trójkąt pomiędzy nimi. Następnie zamalować go lakierem do paznokci i po chwili odkleić taśmę :)


Mam nadzieję, że moje wymysły przypadły wam do gustu.
I proszę nie zwracajcie uwagi na moje brzydkie skórki, ale ostatnio coś je zaniedbałam :)

sobota, 12 stycznia 2013

Miętowe orzeźwienie

Nie miałam na razie czasu na robienie nowych zdjęć, więc robię wpis odwołujący się do postu o moim świątecznym prezencie :)
Dziś chciałabym wziąć pod lupę miętowy Original Source, którego używam od jakichś 2 tygodni. Od razu ogłaszam, że jestem jego wielką fanką i myślę, że może jeszcze zagościć na mojej półce ponownie !


 Pierwsze na co zwraca się uwagę to oczywiście zapach. Przypomina on miętowe cukierki bądź czekoladki. Jak dla mnie jest on wprost idealny, zważywszy na moje uczucia do mięty ;) Kolejna ciekawa cecha to kolor żelu. Ma barwę żywego zielonego jak na miętę przystało. Butelka jest bardzo praktyczna, gdyż chropowata struktura opakowania po bokach i na tyle sprawia, że żel nie ślizga się w dłoniach przy korzystaniu pod prysznicem. Zamknięcie na zatrzask gwarantuje łatwe otwieranie, jak również to, że produkt nie ma prawa sam nagle się otworzyć i wylać :) Co do użycia to jest on świetny po męczącym dniu, ponieważ odświeża nas nie tylko sam zapach, ale również uczucie lekkiego chłodu na ciele. Aż sama się zdziwiłam, że rzeczywiście w niektórych miejscach na ciele poczułam mrowienie! Myślę, że kosmetyk idealnie sprawdziłby się na lato po upalnych, gorących dniach!


Podstawowe informacje (jak zawsze ;))

- kolor żywy zielony
- zapach to głównie mięta + odrobina trawy herbacianej
- konsystencja raczej gęsta
- opakowanie przezroczyste z czarną zakrętką
- pojemność 250 ml
- cena ok. 8/9 zł (dokładnie niestety nie wiem, jak ktoś go już używał i wie, to prosiłabym o podpowiedź pod wpisem:))

Podsumowując jest to jeden z moich teraźniejszych ulubieńców i jeśli ktoś jeszcze nie korzystał z produktów Original Source to gorąco polecam! Ja osobiście zamierzam za jakiś czas kupić sobie kolejny żel tej firmy, ale inny wariant zapachowy. Mogę się założyć, że reszta pachnie równie cudownie :)

wtorek, 8 stycznia 2013

Brzoskwinia i bawełna dla ust

Dziś kolejna recenzja o produkcie z AVONa z serii naturals. Używam go już na tyle długo, żeby wyrazić o nim swoją opinię i od razu zapewniam, że jest ona jak najbardziej pozytywna :)
Przedstawiam uniwersalny balsam brzoskwinia i bawełna:


Kupiłam go bardziej z czystej ciekawości, ale nie zawiodłam się. Po pierwsze malutkie, poręczne opakowanie jest według mnie po prostu urocze, a uroku dodaje mu właśnie jasno-różowy kolor. Po drugie zauroczyłam się również w zapachu! Brzoskwiniowy balsam pachnie według mnie ślicznie, a przy tym nie jest zbyt intensywny i myślę, że mało komu może się nie spodobać :)


Z tyłu na opakowaniu widnieje napis - "Uniwersalny balsam." Ja osobiście używam go właściwie tylko do ust, ale wiem, że można zaaplikować go również między innymi na łokcie. Konsystencja jest raczej gęsta, ale łatwo się go rozprowadza. Na ustach pozostawia lekko tłustą warstewkę i od razu mówię, że nie wchłania się w 1 minutę, ale nieco dłużej, ale to dobrze, jeśli wychodzi się w zimę na mróz :) Wiem też, że z pewnością dla niektórych może okazać się to bardzo niewygodny kosmetyk, ponieważ jego zawartość trzeba wydobywać palcami, ale akurat w moim przypadku w ogóle nie jest to żadną przeszkodą.



Podstawowe informacje:

- kolor zawartości taki kremowo-bananowy ;)
- konsystencja zbita, gęsta
- zapach brzoskwiniowy (myślę, że z domieszką czegoś jeszcze)
- opakowanie biało-różowe, małe, poręczne
- pojemność 15 ml
- cena ok. 8 zł


Podsumowując uważam, że balsam nie dość, że ślicznie pachnie i wygląda, to jeszcze świetnie nawilża, a dzięki temu, że nie wchłania się od razu, to chroni przed kolejnym wysuszeniem ust i jest idealny na zimową pogodę :)

sobota, 5 stycznia 2013

Róża i brzoskwinia dla dłoni



Dziś krótko o kremie do rąk AVONa z serii naturals. Jest to wariant różano-brzoskwiniowy, co według mnie stanowi świetne połączenie i tworzy cudowny zapach. Na początek notka od producenta:

"Nawilżający krem do rąk Róża i Brzoskwinia. Szybko się wchłania. Nawilża suchą skórę rąk. SPOSÓB UŻYCIA: wmasować w skórę rąk."


Trudno się nie zgodzić w powyższymi słowami. Krem rzeczywiście szybko się wchłania i nawilża. Osobiście nie mam dużych problemów z suchą skórą, ale czasami po myciu rąk mydłem, myciu włosów itp. czuję, że dłonie są zbyt wysuszone, a wtedy krem jest jak najbardziej się sprawdza. Konsystencja kosmetyku nie jest zbyt gęsta, dzięki czemu łatwo się rozprowadza. Do tego pozostawia na dłoniach śliczny zapach róży i brzoskwini, który utrzymuje się przez jakiś czas. 



Dla ciekawych składu, zamieszczę go tutaj:

Ingredients: Aqua, Glyceryl, Stearate SE, Cetyl Alcohol, Dimethicone, Mineral Oil/Huile Minerale, Parfum, Imidazolidinyl Urea, Sodium Lauryl, Sulfate, Disodium Edta, Methylparaben, Prunus Persica (Peach) Fruit Extract, Rosa Centifolia Flower Extract, Geraniol, Butylphenyl Methylproponial, Linalool, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene.

Opakowanie jest poręczne, koloru białego z obrazkiem kwiatu róży i owocu brzoskwini i wykonane z miękkiego tworzywa. Zamknięcie na zatrzask jest szczelne i wygodne.




Podstawowe informacje:

- kolor zawartości biały
- zapach różano-brzoskwiniowy
- konsystencja niezbyt gęsta, łatwo do rozprowadzenia i wchłonięcia
- opakowanie białe, poręczne z przezroczystym zamknięciem
- pojemność 75 ml
- cena ok. 7 zł (w zależności od promocji)

Podsumowując krem nie jest dla mnie niczym niezwykłym, ale spełnia wszystkie zadania dobrego kremu do rąk + uwielbiam jego zapach! Wiem, że występuje on też w innym wariantach zapachowych i następnym razem może skuszę się na Mleko i Miód (bodajże dostępny jest również wariant truskawkowy). 

Używałyście kiedyś kremów do rąk z serii naturals? :)

środa, 2 stycznia 2013

Powrót do Pure & Natural

Jakiś czas temu chwaląc się moim nowym zakupem (szampon Timotei Pure Naturalne Oczyszczenie) obiecałam, że po kilku użyciach napiszę o nim co nieco.
Ponieważ w moim pokoju jest naprawdę beznadziejne światło jak już zajdzie słońce, to nie mam wyjścia i muszę wstawić zdjęcie z poprzedniego wpisu o tym produkcie, ale musicie uwierzyć mi na słowo, że butelkę z szamponem mam już w 1/3 opróżnioną :)


Po więcej zdjęć odsyłam was do wcześniejszego wpisu - tam znajdziecie informacje z odwrotu butelki, zbliżenie zamknięcia oraz moje tzw "podstawowe informacje" o tym szamponie ;)

A teraz czas na ocenę naturalnego Timotei:

Od razu powiem, że spodziewałam się czegoś lepszego, a tak naprawdę nie zachwycił mnie on i nie poczułam w nim żadnej "naturalności". Na butelce jest napisane, że szampon jest do włosów normalnych i przetłuszczających się (normal to greasy hair), ale tak jak wcześniej przetłuszczały mi się włosy, tak teraz nie było wcale lepiej i dalej musiałam je myć z taką częstotliwością jak zawsze ;). Kolejną rzeczą, jaką się dało zauważyć jest to, że szampon nie pieni się tak mocno jak reszta szamponów tej firmy. Może to kwestia wody i tego, jak bardzo zwilży się nią włosy, ale ja po prostu lubię mieć dużo piany, bo inaczej czuję, że włosy się nie myją :). Za to plusem w tej sprawie, może być fakt, że widocznie wskazuje to na brak tych wszystkich silikonów, parabenów i barwników. Bo jeśli jest mniej "chemiczny" to wytwarza mniej piany prawda? No mam przynamniej taką mam nadzieję :) Kolejnym plusem jest to, że według mnie pachnie ładnie, choć wiem, że nie wszyscy lubią zapach cytrusów (w tym przypadku typowa trawa cytrynowa)

Podsumowując może i na zbyt wiele liczyłam (w końcu nowość w serii i jeszcze ta cała "naturalność"!), ale z drugiej strony działa że tak powiem standardowo, więc można jakoś z nim przetrwać. Jednakże następnym razem poszukam czegoś innego, a czaję się właśnie na szampony z Joanny z serii Naturia ;)

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Ostatni wpis roku 2012 :)

Sylwester już dziś, z tej okazji postanowiłam napisać ostatni post w 2012 roku! A w nim lakier do paznokci My secret w kolorze Midnight #150, o którym wspominałam w tym oto świątecznym poście. 


Jak na razie muszę powiedzieć, że jestem nim wręcz zachwycona! Pomalowałam paznokcie w czwartek i do dziś przetrwały w wręcz idealnym stanie. Do tego lakier łatwo się rozprowadza, bo mimo wąskiego pędzelka, ma dość rzadką konsystencję i w ogóle nie smuży. Jednakże żeby uzyskać kolor na paznokciach taki, jak w buteleczce musiałam zrobić aż 3 warstwy. Po pierwszych dwóch lakier miał bardziej odcień wchodzący w morski. 



Podstawowe informacje:

- kolor ciemny niebieski, może na zdjęciach nie dokładnie to widać, ale ma metaliczne wykończenie
- konsystencja dość rzadka i lejąca, ale dzięki temu łatwo się rozprowadza
- pojemność 10 ml
- opakowanie to szklana, kwadratowa buteleczka z plastikową, białą zakrętką
- cena ok. 7 zł


Przy okazji przedstawię wam moje sylwestrowe połączenie powyższego lakieru z różowym brokatowym, którego opisałam nieco wcześniej tutaj. Nie jest to nic szczególnego, ale stwierdziłam, że w sylwestra odrobina blasku nie zaszkodzi ;)






Zauważcie, że brokatowy lakier nałożyłam dopiero dzisiaj, a niebieski pod spodem bez żadnych poprawek wygląda właśnie tak, jak na tym zdjęciu. Naprawdę jestem pod wrażeniem trwałości tego lakieru! Chyba będę musiała kupić sobie więcej odcieni My secret :)


Na koniec chciałabym złożyć wszystkich blogowiczkom serdeczne życzenia na Nowy Rok, standardowo dużo zdrowia, radości, miłości, niech rok 2013 okaże się jeszcze lepszy niż poprzedni i oczywiście życzę również jak największej ilości kosmetyków :)

Kasia


niedziela, 30 grudnia 2012

Nivea Invisible

Od dłuższego czasu używam dezodorantów Nivea z serii "invisible for black & white". Wypróbowałam już wszystkie możliwe: w sprayu, kulce i sztyfcie. Dzisiaj chciałabym skupić się na tym ostatnim. Od razu przepraszam za słabą jakość zdjęć, ale jakoś światło mi nie dopisało...



Dezodorant ma przeciwdziałać powstawaniu plan na ubraniach, ale chyba nie do końca jest to prawdą. Generalnie dezodoranty w sztyfcie i kulce mają tendencję do tworzenia plam, także ciężko jest trafić na ten idealny. Mimo tego, że plamy choć może mniej widoczne, ale i tak się tworzą, to Nivea invisible działa pod tym względem i tak lepiej niż produkty, których używałam wcześniej.


Opakowanie jak na dezodorant w sztyfcie przystało, nic szczególnego: mieści w sobie 40 ml produktu, który wysuwany jest za pomocą "pokrętła" u dołu opakowania. Dodatkowo kosmetyk oprócz zwykłej nakładki (półprzezroczysta różowa), zaopatrzony jest w nakładkę ochronną bezpośrednio na produkt (biała z uchwytem).


Nivea ma u mnie plus dzięki delikatnym zapachom i konsystencjom. Również w tym wypadku muszę pochwalić zapach, który nie drażni, a daje pewne uczucie odświeżenia.  Dodam jeszcze, że produkt łatwo się rozprowadza, gdyż ma dość miękką konsystencję. Osobiście stosuje go nawet bezpośrednio po goleniu, a i tak nie podrażnia mi skóry.


Podstawowe informacje:

- opakowanie poręczne, w kolorze białym z blado-różową nakrętką
- pojemność 40 ml
- kolor zawartości biały
- konsystencja miękka, delikatna
- zapach jak na kosmetyki Nivea przystało - przyjemny i delikatny
- cena ok. 10 zł o ile się nie mylę

Podsumowując uważam, że mimo wszystko jest to jeden z najlepszych dezodorantów, jakie miałam okazję użyć i prawdopodobnie kiedyś jeszcze go zakupię :)